Cyfrowa przyszłość
Blog poświęcony nowym technologiom, internetowym zakupom, e-płatnościom i bankowości elektronicznej.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
czwartek, 29 września 2011
Bezpłatny kurs internetowy "Świadomy e-konsument"
Jeśli utożsamiasz się z którymś z tych stwierdzeń, ten krótki kurs e-mailowy jest właśnie dla Ciebie. Zapisując się, otrzymasz w kilkudniowym odstępie kilka maili z informacjami, które wprowadzą Cię w świat internetowych zakupów i e-marketingu. Powiemy Ci, jak bezpiecznie robić zakupy, co warto kupować w sieci i jak nie dać się internetowym naciągaczom. Wyjawimy kilka trików, które stosują pomysłowi sprzedawcy, chcący wcisnąć Ci produkt, którego nie potrzebujesz. Dzięki naszemu kursowi będziesz świadomym i znającym swoje prawa konsumentem, obytym z wirtualną rzeczywistością.
Internet i wszystko co z nim związane będzie coraz bardziej obecny w naszym życiu, dlatego nawet, jeśli wolisz robić zakupy w tradycyjnym sklepie, warto orientować się w istniejących trendach, choćby dla własnej satysfakcji.
Kurs obejmuje podstawowe zagadnienia dotyczące zakupów i płatności w Internecie i jest skierowany zwłaszcza dla osób w wieku 50+, chociaż nie tylko. Dla młodego pokolenia, które wychowało się w erze komputerów i internetu, zagadnienia poruszane na kursie wydadzą się oczywiste, chociaż zainteresować ich mogą lekcje poświęcone powszechnie stosowanym trikom marketingowym.
Zapisz się poprzez poniższy formularz, w każdej chwili w trakcie kursu możesz się po prostu wypisać. Kurs jest bezpłatny.
wtorek, 27 września 2011
E-Booki, przyszłość czy gadżet
E-booki popularność zaczęły zdobywać wraz z rozwojem Internetu. Czas spędzany przed komputerem przez statystycznego użytkownika zwiększył się w sposób zdecydowany. Również tempo życia sprawiło, że coraz mniej czasu potrafimy znaleźć na zaznajomienie się ze standardową lekturą. E-booki sprytnie wykorzystały ten czas, stając się „lepszą” alternatywą dla książek zajmujących wiele miejsca na naszych półkach. Czy jest to zaleta, czy wada postępu, ocenić będziemy mogli dopiero za jakiś czas. Jako zdecydowany zwolennik nowinek technicznych uważam jednak, że jest to sposób na szerzący się, szczególnie wśród młodzieży, wstręt do czytania. O ile łatwiej namówić spędzające przed komputerem dziecko na lekturę e-booka, niż standardowej książki. O szkodliwości, szczególnie dla zdrowia dziecka, takiego rozwiązania póki co wspominał nie będę, takich publikacji znajdziecie w Internecie wiele.
Popularność e-booków sprytnie wykorzystuje rynek. Jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne wydawnictwa, proponujące lepszej bądź gorszej jakości publikacje. Takie rozwiązania mają jak zwykle plusy i minusy. Wiele wydawnictw, nastawionych na szybki zysk dzięki „modzie” na e-booki, wypuszcza materiały, których wartość merytoryczną śmiem poddawać w watpliwość. Z drugiej strony, te najbardziej popularne i najlepsze wydawnictwa chcąc utrzymać się na rynku, zasypują nas zniżkami oraz promocjami. Jednym słowem, mamy z czego wybierać.
Postęp technologiczny sprawił, że zaczęły powstawać elektroniczne czytniki, ułatwiające nam zapoznanie się z posiadanymi zbiorami. Mnogość opcji, możliwość zapisania aktualnie przeglądanej strony, przetrzymywanie wszystkich e-booków w jednym miejscu zamiast na zakurzonej półce, to wszystko sprawia, że zalet elektronicznych książek jest niezliczona ilość. W tym miejscu polecić możemy świetny czytnik o nazwie Onyx Boox 60, niewielki, posiadający 6-calowy wyświetlacz, obsługujący wszystkie najpopularniejsze formaty. Niewątpliwym plusem tego urządzenia jest moduł sieci Wi-Fi, który umożliwia nam bezproblemowe połączenie z internetem.
E-booki to zdecydowana przyszłość czytelnictwa na świecie. Czas pokaże, czy jest to krok w dobrą stronę oraz czy zwykłe, papierowe publikacje faktycznie odejdą w zapomnienie.
---
newCreative - Centrum eBiznesu
Biznes Forum
Praca przy komputerze
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
E-książka - zbawienie czy przekleństwo?
Komputer staje się nieodzownym elementem naszej pracy, ale czy jego obecność wyeliminuje papier z naszego życia? Jesteśmy na dobrej drodze, aby stało się to prawdą. XXI wiek to czas e-maili, e-booków i e-papieru. Pomału w naszym życiu zaczyna brakować miejsca na tradycyjne nośniki tekstu i zaczynamy je zastępować ich młodszym rodzeństwem.
Takie zmiany można zaobserwować przede wszystkim w nowoczesnych biurach, gdzie podstawą jest szybkość i wygoda wykonywania pracy. Brakuje listów w kopertach i różnego rodzaju wydruków. Wszelkie obliczenia i wykresy wykonywane są przez komputer. Nie widzimy już pełnych półek zastawionych teczkami i segregatorami, bo wszystko mieści się w plikach na dysku naszego elektronicznego przyjaciela. Papierowe tablice zostały wyparte przez projektory, które bez problemów radzą sobie z wyświetlaniem zarówno tekstów, jak i obrazów. Już nawet nie potrzebujemy „książkowego” terminarza, ponieważ większość telefonów komórkowych zawiera organizery i notatniki. Życie biurowe zostało zdominowane przez technologię, która powoli przejmuje kontrolę również nad szkołami i innymi instytucjami. Materiały biurowe nikną w świecie wyświetlaczy i ekranów dotykowych, miejmy tylko nadzieję, że nie na stałe.
Oczywiście, istnieje duża grupa zwolenników tradycyjnych środków piśmienniczych, którzy wolą mieć wszystko „na papierze”, ale jest ich coraz mniej i nie są w stanie odeprzeć nadchodzącej fali zelektronizowania świata książki. Nie trzeba będzie długo czekać na reformę wydawniczą, która będzie konieczna, aby ten przemysł nadal był dochodowy. Prawdopodobnie również biblioteki stracą na znaczeniu i przyjmą formę bardziej „muzeów książki” niż miejsc, w których można było książkę fizycznie spotkać.
Jest to potencjalny bieg wydarzeń, ponieważ książka i papier nie mają jak się bronić. Mówi się o ochronie środowiska i konieczności ograniczenia produkcji papieru, ale zawsze można korzystać z recyklingu. Z tym, że wiąże się to z podniesieniem kosztów produkcji, a to już nie wszystkim się podoba. Tak czy inaczej musimy się nastawić na wzrost ceny tradycyjnych książek, bo jeśli e-książka nadal będzie odnosić sukcesy, to ich wydawanie przestanie się opłacać i staną się produktem luksusowym. Poza tym pozostaje jeszcze wygoda, zarówno największy przyjaciel, jak i wróg współczesnego człowieka. Wystarczy zainwestować w jeden czytnik e-booków, który pomieści tysiące elektronicznych książek i można cieszyć się nieograniczonym (no może z wyjątkiem naszych funduszy, bo przecież za taką książkę, też trzeba zapłacić) dostępem do wszelkich publikacji.
Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Książka towarzyszy nam od wieków i niech towarzyszy nam dalej, byśmy mogli wziąć ją do ręki, usiąść w fotelu i popijając gorącą herbatę móc cieszyć się deszczowym popołudniem. Już sam fakt, że połączenie elektronicznego czytnika i herbaty to nie jest dobry pomysł z miejsca go dyskwalifikuje.
Marta
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
E... tam. O... e-papierowych e- czytnikach e e-booków...
Cyfrowa rewolucja między regałami księgarń staje się faktem. Książce papierowej wyrósł konkurent: e-book. Gdyby nie e-book, nie byłoby jego czytników. Skąd wzięły się publikacje elektroniczne, jak działają czytniki i czym się charakteryzują.
Najpierw był chaos
Przodkowie e-książek to systemy pomocy Microsoftu WinHelp i jego następcy (HTML Help). Posiadały najważniejsze cechy dzisiejszych e-booków: system wyszukiwawczy i wewnętrzne elementy nawigacyjne. Potem pojawił się konkurencyjny format: JavaHelp. Zwyciężył jednak format uniwersalny – Replica. Kiedy możliwe stało się przetwarzanie dokumentów na publikacje elektroniczne przeznaczone jednocześnie dla Windows i Mc OS pojawiły się Common Ground i Envoy. Te zaś zostały wyparte przez PDF. Dziś produkt Adobe Systems jest niekwestionowanym liderem formatów dokumentów elektronicznych. Zatem historia zaczyna się gdzieś w mrokach lat dziewięćdziesiątych XX wieku. O e-bookach, czy szerzej – publikacjach elektronicznych nie myślano wtedy o kontekście produktu. Nie sądzono, o możliwości sprzedawania. I, że ktoś mógłby je kupić. Jeszcze nie, bo stało się zupełnie inaczej.
Pierwsze prawdziwe książki
Eksperymenty z próbami przenoszenia tekstów książek do formy elektronicznej, czyli tworzenia e-książek rozpoczął brytyjski pisarz Peter James. Opublikował w 1994 roku horror pt. „Host” na 2 dyskietkach. W 1,5 miesiąca sprzedał ok. 3 tysiące egzemplarzy. Media i inni autorzy oskarżyli pisarza o zamach na tradycyjną książkę. Tymczasem w tym samym roku Brytannica wydała swoją encyklopedię w prymitywnej formie elektronicznej (na płycie CD). Nie było wątpliwości, że książka elektroniczna jest towarem. To oznacza zysk. Sześć lat później UNESCO ogłosiła, że rok 2000 będzie „rokiem elektronicznej książki”. Najlepiej zrozumiał to Stephen King publikując powieść pt. „Riding The Bullet” wyłącznie w Internecie (przez pobranie pliku). W pierwszych 24 godzinach sprzedał 400 tys. sztuk. Wzorem prekursorów poszli inni, a to zrodziło potrzebę…
Bariery technologiczne
Zasadniczą wadą e-booków było (i jest!) konieczność czytania tekstu na jakimś urządzeniu. Czytanie na ekranie
komputera, męczy oczy i jest o 25% wolniejsze od czytania wydruku. Nie można też elektronicznej książki czytać tam gdzie jest to możliwe z książką tradycyjną. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych pojawiły się zatem pierwsze przenośne urządzenia specjalnie zaprojektowane do czytania e-booków. Odczytywały treść z płyty CD i wyświetlały na niewielkim ekranie o niskiej rozdzielczości. Cena – 900 USD, oraz liczne wady zdecydowały, że czytniki te nie weszły do powszechnego użytku. Nieco bardziej powszechne i wygodniejsze urządzenia PDA zaczęły rozwijać się w dwóch kierunkach: kieszonkowego komputera (palmtop) i inteligentnego telefonu. Wciąż nie pozwalając na naprawdę wygodne czytanie e-booków.
Wykorzystana szansa
Tu pojawiła się szansa dla technologii opatentowanej pod nazwą Gyricon Nicka Sheridona rodem z lat 70. Mikroskopijne kulki magnetyczne wprasowywane między dwie cienkie folie, z których jedna może przewodzić elektryczność przy założeniu, że kulki owe z jednej strony są czarne a z drugiej białe, dzięki działaniu pola elektrycznego mogą być obracane czarną stroną ku powierzchni. To idea e-papieru. Zorientowawszy się, że e-papier ma szanse na komercyjny sukces zaczęto tę technologię systematycznie udoskonalać. Przez następne dziesięć lat pojawiały się nowe czytniki, które miały jedną cechę wspólną z pierwszymi. Pozostawały ciągle jedynie drogimi i mało funkcjonalnymi gadżetami dla miłośników nowych technologii. I tak było jeszcze do niedawana. Ciągły rozwój i konkurencja między producentami tych urządzeń zaowocowała jednak technologią, która pozwala na zmianę takiego podejścia.
Współczesne czytniki
W 2004 roku zniknęły ekrany LCD zastąpione papierem elektronicznym. Tekst nie jest już wyświetlany. Obraz widzimy dzięki światłu odbitemu. Identycznie jak przy czytaniu tradycyjnych książek. E-papierowe wyświetlacze dzisiejszych czytników cechuje rozdzielczość od 600 x 800 do 1024 x 1280 pikseli i 160-200 dpi. Dla porównania monitory LCD mają 70-100 dpi, a kolorowy druk do 300. W zależności od urządzenia przekątna wyświetlaczy ma 5 do 11,5 cala. Kolejną cechą jest kontrast. Kolorowe czasopisma charakteryzuje do 25:1, gazety ok. 6:1. Czytniki osiągają wartość 7…16:1. Czytelność wyświetlaczy z e-papieru, jest porównywalna do tradycyjnych wydruków. Co istotne czytniki pobierają energię tylko w chwili przewracania stron. Wygenerowany przez e-papier obraz przecież nie świeci. Jest statyczny, nie migocze i tym samym nie męczy wzroku, umożliwiając wielogodzinne i komfortowe czytanie. E-papier jest dotykowy i pozwala za pomocą dedykowanego rysika pisać, a nawet szkicować. Wewnętrzną pamięć urządzeń (zazwyczaj 512-1000 MB) pozwala na przechowania do 1000-2000 e-booków. Można ją powiększyć stosując karty pamięci SD o pojemności od 4 do 16 GB. Masa urządzeń waha się zwykle w granicach od 150 do 320 gram. Największe z ponad 10 calowym ekranem ważą do 570 gram. Oczywiście wymiary urządzeń są zależne od wielkości ekranu. Zwykle nie są większe od książki A5, grubość waha się od 6,8 do 16 mm. Czytniki e-książek dysponują 200 do 532 Mhz procesorem, pamięcią operacyjną RAM 64-512 MB, czasem z możliwością rozszerzenia. Litowo-polimerowa bateria o pojemności 1000-1600 mAh umożliwia przeczytanie 7-10 tys. stron przy jednokrotnym naładowaniu. Ładowanie trwa 2-5 godzin.
Czytnik czytnikowi nie równy
Czytniki charakteryzuje interfejs w wielu językach, także w polskim. Na czytnikach można odczytywać pliki zapisane w formatach: pdf (DRM), epub (DRM), mobi, prc, lit, txt, fb2, doc, html, rtf, djvu, wol, ppt, mbp, chm, bmp, jpg, png,gif, tif, rar, zip, mp3. Poszczególne modele oczywiście różnią się między sobą w zakresie ww. paramentów, odczytywanych formatów czy unikalnych cech. Niektóre czytniki mają bowiem na przykład możliwość obsługi sieci bezprzewodowych Wi-Fi, dostęp do Internetu za pośrednictwem technologii 3G, posiadają system operacyjny (np. Windows CE 5.0) i oprogramowanie (przeglądarka internetowa, notatnik itp.). Wszystkie mają możliwość dowolnej manipulacji wielkością i krojem czcionki książki, zoom, tworzenie dowolnej ilości zakładek w książkach, wyszukiwanie słów kluczowych w treści, kilka opcji prezentacji katalogu książek (lista tytułów, okładek, lista szczegółowa), sortowanie plików wg. pliku, wielkości itp., a tekst dopasowuje się do ekranu. Bardzo cenna jest możliwość pobierania z Internetu (bez udziału komputera) i aktywacji publikacji zabezpieczonych DRM. Dodatkowe atrakcje wybranych modeli to funkcja odczytywania tekstu na głos, zegar, wskaźnik stanu naładowania baterii, automatyczne przejście z poziomego do pionowego trybu wyświetlania. Standardem wszystkich urządzeń są gniazda USB. Większość zaopatrzono także w MINI USB 2.0 i gniazdo słuchawek 2.5 mm. Oprócz tego do każdego czytnika oferowane są charakterystyczne akcesoria jak etui w formie okładki i karty pamięci.
Co to wszystko oznacza?
Na Polskim rynku jest dostępnych w tej chwili kilka czytników. Na świecie kilkanaście. Rok 2010 przyniesie pierwsze czytniki z wyświetlaczem kolorowym. Technologia e-papieru stopniowo dojrzewa osiągając doskonałość pozwalającą na masową produkcję. W 2008 roku w USA było 500 tys. czytników. Pod koniec 2009 roku już 3 miliony. W 2010 ich liczba zwiększy się o 4-6 razy. W Polsce w 2009 roku było ok. 1000 tych urządzeń. Szacuje się, że pod koniec 2010 roku będzie ich ok. 40 tys. W roku 2011 ich liczba wzrośnie do 400 tysięcy. To oznacza spadek ceny. W tej chwili najdroższe czytniki książek elektronicznych kosztują u nas 3500 zł. Najtańszy poniżej 900 zł. To ciągle zbyt drogo, by trafił do każdego. Nie ma jednak wątpliwości – choć wieli protestuje, ale czeka nas w ciągu najbliższych kilku lat śmierć papierowej książki. Wystarczy, że ceny tych urządzeń jeszcze spadną.
Dostępne w Polsce czytniki:
eClicto (899 zł),Bebook mini (949 zł), Bebook (1179 zł), Bookeen Cybook (1199 zł), Cool-ER (1199 zł) ,jetBook (1220 zł), Cybook Gen3, Interread Cool-ER , Hanvon 526N (1290 zł) Foxit eSlick (1340 zł), Onyx Book (1490 zł), iRex DR800S (2399 zł), iRex Iliad (2499 zł), iRex iLiad 2nd , (2799 zł), iRex DR1000s (3299 zł)
Zobacz mój poradnik: Autor 2.0.
---
Aleksander Sowa
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
Książka, która czyta się sama
Trochę naciągane stwierdzenie, bo przecież trudno książką nazwać gliniane tabliczki, hieroglify na ścianach albo zwoje papirusu. Ale to właśnie były początki książki - kodeksy. U nas, już za czasów Mieszka I pojawiły się księgi. Po pierwsze jednak – były pisane ręcznie, po drugie przywieziono je z Czech.
Znajomość pisania i czytania w tamtych czasach była tak samo powszechna, jak dziś dwudziestoletnie dziewice. Pisanie i książki związane były wyłącznie z ludźmi wykształconymi, czyli duchownymi. Później pojawili się też pisarze świeccy. Pisano na pergamini. Były to przede wszystkim wolumeny, foliały i manuskrypty. Dopiero w 1325 roku pojawił się w Polsce papier, a 35 lat później wraz z nim, papierowe książki. W 1440 roku, genialny Niemiec upowszechnił przemysłową metodę ręcznego druku i zaczęła się nowa era. Książka rękopiśmienna konała na rzecz nowości – książki drukowanej. Nie od razu oczywiście, ale...
Ale to nie Gutenberg wynalazł czcionkę. Domniemanych ojców czcionki i druku jest kilku. Prawda tylko jedna – nie na darmotak popularne jest zdanie „Made in China”. Już w 868 roku skośnoocy pisarze mieli bowiem własną, wydrukowaną książkę. Europa była tak daleko, jak dzisiaj jest Saturn ze swoimi księżycami. Więc, tutaj, dopiero w XVI wieku pojawiła się drukowana książka. Potem, pojawi się jeszcze inkunabuł. Dojdą iluminacje, drolerie, druk kolorowy aż wreszcie czytelnictwo i książki na dobre się upowszechnią. Rok 1960 przyniesie pierwszy edytor tekstu, rok później książka będzie już złożona komputerowo. Tymczasem gdzieś w USA pojawia się tajemniczy zarodek, który w 1989 roku zostaje zapłodniony. Eksperymentalna sieć komputerowa ARPANET, zaczyna rozwijać się w INTERNET. Rodzi się hipermedium, które zmieni nie tylko książkę, ale i cały świat.
Pojawiają się więc pierwsze książki cyfrowe, zapisane na dyskietkach. W 1993 roku Stephen King na elektronicznej wersji swojej powieści zarabia ponad milion dolarów. Rodzi się tak popularny dziś ebook. Tak czy inaczej, książka nadal nie czyta się sama, skąd zatem, u licha, ten tytuł?
Pewnie wielu z was pamięta to niezwykłe uczucie z dzieciństwa, kiedy nie umieliśmy jeszcze czytać ,a mimo to obcowaliśmy z książkami. Można było zamknąć oczy i słuchać jak KTOŚ czyta NAM książkę. ZA NAS. Uwielbiałem te chwile. Dziś, czytam już dość dobrze, ale mimo to lubię, kiedy ktoś mi czyta. I tu pojawia się książka czytana. Nazywana rożnie – audiobook, audio-book czy książką audio, odróżnia się od pozostałych form publikowania jedną cechą. Umożliwia nam obcowanie z książka, innymi słowy czytanie, paradoksalnie jednak – bez czytania... Jedziemy pociągiem, lecimy samolotem, stoimy autem w korku, wracamy zmęczeni do domu po pracy z mp playerem na uszach albo pracujemy... i jednocześnie słuchamy. Ktoś czyta książkę za nas. Jak wtedy, kiedy byliśmy dziećmi. Możemy mieć słaby wzrok, lub być zupełnie niewidomi. Albo po prostu leniwi, a mimo to, historie z książek są dla nas dostępne. Dzięki książce, która czyta się sama.
Narodziła się w latach trzydziestych w USA. W założeniu dla niewidomych. Jako alternatywna dla książek pisanych Braille'm. Niespodziewanie stała się jednak bardzo atrakcyjna dla zdrowych czytelników. Jak z viagrą. Tak zaczęła się jej kariera. Zapisywana najpierw na płytach winylowych, potem taśmach magnetofonowych i kasetach, upowszechniła się wreszcie na płytach CD. Rewolucję przyniósł format *mp3 i rozwój Internetu. Książce papierowej wyrośli nowi przeciwnicy w postaci ebooków i audioboków. O ile te pierwsze są głównie kojarzone z poradnikami, to audiobooki wydają się idealne do dystrybucji literatury pięknej. Popularność takich publikacji stale rośnie. Szczególnie dynamiczny wzrost obserwujemy właśnie w wypadku książek audio. W USA, większość bestsellerów jest natychmiast przenoszona do formatu audio. Niektóre tytuły zostają wydane jako książka papierowa, ebook oraz książka do słuchania. Trzy równoległe do siebie możliwości. Jest jeszcze czwarta, ale na razie ją pominę.
Audiobook jest nagraniem czytanego przez kogoś tekstu. Robią to wybitni aktorzy (u nas np. Kondrat, Stuhr, Zapasiewicz itp.) profesjonalni lektorzy albo też autorzy swoich dzieł (u nas np. Wołoszański, Witkowski, Krajewski itp.). Książki, które czytają się same, współcześnie zapisywane są na płytach CD, lub też sprzedawane jako plik *mp3. Umożliwia to zakup w tradycyjnej księgarni, wysyłkowo albo pobranie z serwera. Według statystyk Audio Publishers Association z 2005 roku, w USA wartość rynku książek audio wyniosła 871 mln dolarów, a liczba tytułów przekroczyła 70 tysięcy. W Polsce możemy mówić o najwyżej kilku tysiącach tytułów, rynek oszacować trudno, jednak książki audio cieszą się coraz większą popularnością.
Niewątpliwą zaletą książki audio jest fakt, że znaczna część tytułów – szczególnie dzieł klasycznych – jest udostępniana za darmo. Jeśli książki audio są sprzedawane, zwykle są też tańsze od książki papierowej. Pozostaje bariera mentalna, ale w chwili, kiedy zainteresuje nas słuchana historia znikają zabobony i możemy cieszyć się obcowaniem z książka w formacie audio. Sam nie uciekam od niej. Jako czytelnik i jako twórca. Przekonałem się. Co więcej, uważam, że jest to doskonała forma prezentowana twórczości prozatorskiej. Powieść „ Jeszcze jeden dzień w raju ” wydałem jako książkę, która sama się czyta.
Czy książka tradycyjna wkrótce skona na rzecz audiobooka, tak jak rękopisy skonały na rzecz druku? Raczej nie, tak samo jak Doda szybko nie poczuci różowego koloru. A w każdym razie nie w najbliższej przyszłości. Należy się jednak spodziewać, że audiobook będzie się coraz bardziej rozpowszechniał. Cyfrowe treści (ebooki, audiobooki) będą stopniowo wypierać papier, tak jak stało się to kilkaset lat wcześniej z papirusem, rękopisami i glinianymi tabliczkami. Każdy przecież wie, że wszystko się zmienia i kiedyś różowe spodenki Dorotki będą (delikatnie mówiąc) trącić myszką...
Zobacz mój poradnik: Autor 2.0.
---
Aleksander Sowa
www.wydawca.net
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl